Jak dobrze i tanio zjeść w tropikach

Herbata na wynos w Indonezji
Herbata na wynos w Indonezji

Zdradzę wam teraz tajemnicę. Ale szaaaa…. nie mówcie o niej nikomu bo inaczej mój misterny plan omijania turystycznych pułapek spali na panewce. Im mniej ludzi o niej wie, tym lepiej!

Zadanie nie jest trudne. Trzeba zastosować kilka prostych reguł. Po pierwsze należy szukać miejsc z dala od turystycznych traktów, a które okupowane są przez tubylców – kto jak kto ale miejscowi nie będą jeść byle czego i jeszcze za to przepłacać. Należy omijać bary i restauracje sieciowe, wypełnione turystami, z ofertami typu „Zupa + drugie + deser za 30 Euro”. Gwarantuje, że mało one mają wspólnego z dobry żarciem. Nie przejmujcie się wystrojem miejsca. Restauracja nie musi wyglądać jak z Cepelii. Przy okazji odradzam sieć „Yołki-Połki” w Rosji; spróbowałem ich w Sankt Petersburgu – restauracja była pięknie wystrojona ale to co najważniejsze, czyli moje danie, było zimne i smakowało jakby było odgrzane w mikrofalówce. Ohyda! Na koniec jeszcze jedna podpowiedź. Warto zaglądnąć do toalety. Znajomy szef powiedział mi, że jeżeli obsługa ma czas aby posprzątać WC to tym bardziej ma porządek w kuchni.

Powyższe zasady zawsze i wszędzie się sprawdzają. Wiem, bo je niejednokrotnie stosowałem. I nie ważne, czy jedziecie na wakacje do Zakopanego czy na Bali. Choć muszę się przyznać, że nawet mi zdarzają się wpadki. Tak było Dżogdżakarcie, gdzie przyciśnięty głodem wybrałem miejsce, w którym zwątpiłem w piękno azjatyckiej kuchni. Po całodniowej podróży pociągiem wzdłuż wulkanów dotarłem do miejsca, które wyglądało dokładnie tak jak zapamiętałem je z Akademii Pana Kleksa i słynnej opowieści o doktorze Paj-Chi-Wo. Ciasne i kręte uliczki z egzotycznymi drzewami i klatkami dla ptaków, drewniane płotki i pół-okrągłe drzwi do domów – wszystko to dawało niesamowite wrażenie orientu. Po ulokowaniu się w hotelu poszedłem na pierwsze spotkanie z miastem. Oczywiście, najlepiej zasmakować miasta od kuchni stąd pomysł na coś smacznego i lokalnego. Po długich poszukiwaniach znalazłem w końcu restaurację. Oprócz mnie była w niej jeszcze inna para turystów. Zamówiłem i już żałowałem, że tu jestem. Niestety, nie dało się tego zjeść. Dodatkowo jedzenie kosztowało mnie setki tysięcy indonezyjskich rupii. O wiele za dużo!

Gdzie popełniłem błąd? Cała tajemnica ulicznego jedzenia w Indonezji tkwi w warungach. To po prostu rodzinne biznesy skupione na na małych wózkach, przypominających polskie wózki z watą cukrową. A więc nie restauracja tylko ulica karmi Indonezyjczyków! Przy warungu można zjeść, wypić a nawet kupić papierosy. Każdy warung specjalizuje się wyłącznie w jednym daniu czy produkcie. Najpopularniejsze są te z nasi goreng lub mie goreng, czyli ze smażonym ryżem lub makaronem z warzywami i jajkiem. W wersji ekskluzywnej jednogarnkowe danie podawane jest z kurczakiem lub krewetkami. Palce lizać. Bardzo często na jednym placu stoi kilkanaście lub nawet kilkadziesiąt różnych wózków z przekąskami, daniami głównymi i deserami. Chodząc od warungu do warungu można urządzić całkiem niezłą ucztę.

Pierwszym warungiem tego dnia było stoisko z lumpiami. Jest to rodzaj azjatyckich krokietów z krewetkami, warzywami i grzybami.

Uliczna sprzedawczyni lumpii
Uliczna sprzedawczyni lumpii

Nieśmiała dziewczyna nie mówiła nic po angielsku, więc językiem gestów wynegocjowałem cenę i, wraz z moim towarzyszem podróży, zaczęliśmy wybierać. Lumpie były świeże, ciepłe i pachnące, widocznie prosto z kuchni. Dwóch białych debatujących przy warungu od razu wzbudziło zainteresowanie okolicznych rykszarzy. Znalazł się od razu tłumacz, przypadkowy przechodzień. Gdy spłoniona dziewczyna wkładała lumpie do woreczka, on tłumaczył co jest w środku. „To też się je”? Zapytaliśmy wskazując na zielony listek na jednym z krokietów. „Na litość boską nie, to jest przecież liść bananowy!” odpowiedział przechodzień i zachichotał, a z nim cała ulica. My też zachichotaliśmy, nie próbując tłumaczyć, że my raczej liście bananowe widzimy co najwyżej w telewizji. W wesołym towarzystwie usiedliśmy na krawężniku. Od razu znalazł się sprzedawca napojów, ale nie ryzykowaliśmy, bo wszystkie były z lodem, który mógłby zakończyć naszą przygodę przedwcześnie.

Lumpie zjedzone, przystawka zaliczona, poszliśmy dalej. Trudno było się zdecydować w takiej burzy smaków i bukiecie zapachów.

Salak - egzotyczny owoc z Indonezji
Salak – egzotyczny owoc z Indonezji

Minęliśmy stoisko z owocami wężowymi. Wyglądają dziwnie, ale jak się zerwie łuskę, oczom ukazuje się biały, mączny miąższ. Pyszne, ale na deser. My chcemy zjeść coś konkretnego. I oto jest! Dla przypomnienia: jedną z podstawowych zasad udanego posiłku w podróży jest znalezienie takiego miejsca, w którym siedzą miejscowi. Dlatego gdy zobaczyliśmy rodzinę siedzącą prawie na środku chodnika i jedzącą obiad, bez wahania dosiedliśmy się do nich.

Indonezyjska rodzina zasiada do ulicznej uczty
Indonezyjska rodzina zasiada do ulicznej uczty

Nie poznamy nazw potraw, widać krewetki, ryż i jakieś wodorosty. Smaku dodawała atmosfera dookoła, uśmiechający się do nas przechodnie, gitarzyści krążący od ławeczki do ławeczki i grający rzewne ballady. A my w końcu poczuliśmy się nie najeźdźcami z aparatami fotograficznymi, ale podróżnikami starającymi przynajmniej przez parę minut przeniknąć indonezyjskie tajemnice.

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Jak dobrze i tanio zjeść w tropikach

  1. m. Wrzesień 3, 2013 / 2:58 pm

    zgadzam sie ! moj chlopak wychowal sie tam do 15go roku zycia i zawsze mi powtarza ze jedynym dobrym i tanim jedzeniem jest to od ludzi na ulicy i zebym nigdy nie poszla tam do restauracji, bo tam nie znajde nic godnego uwagi.
    b. interesujacy blog, pozdrawiam 🙂

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s