Jedyna taka wieczerza w Cusco

Ostatnia wieczerza w Cusco
Ostatnia wieczerza w Cusco

Jakże miło jest spotkać rodaków na końcu świata. Porozmawiać w ojczystym języku, wypić dobre piwo i zjeść coś specjalnego.

Po czterech tygodniach tułaczki po Peru wreszcie trafiliśmy na naszych. To doskonały pretekst na specjalny obiad. A, że spotkaliśmy się w Cusco, postanowiliśmy zjeść lokalny rarytas jakim jest świnka morska. Być tu i nie zjeść Guinea Pig to jak być w Międzyzdrojach i nie zjeść dorsza. Poza tym, świnka morska to nie byle jaka potrawa. W końcu była podana jako główne danie w czasie ostatniej wieczerzy Chrystusa. Tak, przy najmniej sądzą Peruwiańczycy, a wymalowany dowód tego wydarzenia wisi w katedrze w Cusco.

Trzeba przyznać, że świnka, mimo iż popularna w tej części świata, nie należy do najtańszych dań. Za jedną porcję trzeba dziś zapłacić ok. 50 soli (ok. 60 zł). To nie te czasy, gdy za świnkę płaciło się jedną gwineę –  stąd dziś świnkę nazywa się gwinejską. Na szczęście udało nam się utargować lepszą cenę od proponowanej i świnkę, w restauracji na tyłach wspomnianej już katedry, zjedliśmy za pół ceny. Rzadko kiedy czeka się na danie z taką ekscytacją. Bo też nie codziennie je się zwierzę, które bardziej kojarzy się z maskotką niż z posiłkiem. No, ale do odważnych świat należy. Odwagę postanowiliśmy wspomóc lokalnym piwem; tak na wszelki wypadek.

I oto jest, świnka w całej okazałości. Faktycznie, gdyby była podana w kawałkach nie zrobiłaby takiego wrażenia jak ta – cała, z nóżkami, główką włącznie z ząbkami. Była pieczona, nadziewana ziołami i liśćmi koki. Podana z nadziewaną papryką, sałatką z papryki i, jakżeby inaczej, pieczonymi ziemniakami.

Specjalność regionu: świnka morska
Specjalność regionu: świnka morska

Jak smakowała? Trochę jak kurczak, ale była bardziej gumowata. Inni współtowarzysze mówili, że w smaku przypominała rybę. Jak dla mnie smakowała jak mięso królika, albo dzika.

Wszyscy zgodziliśmy się, że nie było to rewelacyjne danie i więcej w tym niesamowitej legendy niż smakowanie jakiś niewyobrażalnych rarytasów. Wolimy schabowego z, jakżeby inaczej, ziemniakami.

Uczta trwała krótko, bo i świnka do największych nie należała. Zapłaciliśmy za rachunek i… poszliśmy na obiad.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s