Koka dla każdego!

Dla Boliwiczyków koka jest ty, czym  Włochów kawa
Dla Boliwiczyków koka jest ty, czym Włochów kawa

Bez koki nie da się żyć. Szczególnie w Boliwii, której duża powierzchnia leży wysoko w górach. Naprawdę wysoko. Ot, choćby stolica kraju La Paz, najwyżej położona stolica świata (3,650  npm) lub Potosi, według przewodników najwyżej położone miasto na świecie (4,100 mnpm).

Koka zapobiega bólom głowy i poprawia samopoczucie, gdy niskie ciśnienie i rozrzedzone powietrze próbują odebrać Ci resztki sił. Nie ma w tym nic śmiesznego, bo na wysokości ponad 4 km ponad poziomem morza uczysz się na nowo oddychać i nie masz sił, aby oderwać nóg od ziemi. Z pomocą przychodzi koka. Sprawdziliśmy to kilkakrotnie – ona naprawdę działa. Już sam dość intensywny zapach stawia na nogi, co dopiero żucie kilku listków. Dobrze wiedzą o tym kierowcy długodystansowych autobusów, którzy nie wyjeżdżają z bazy bez odpowiedniego zapasu koki. Wypychają oni policzki pokaźną porcją suszonych liści i to pozwala im później przejechać całą noc bez przerwy. Prawdę mówiąc teraz, gdy o tym pomyślę ile tysięcy kilometrów spędziliśmy w takich autobusach, to aż mi ciarki po plecach przechodzą.

Kokę żują wszyscy: młodzi, starzy, rolnicy, mieszkańcy miast, tubylcy i turyści także. A nie było łatwo.  Dawniej produkcja koki stanowiła istotną gałąź gospodarki aż tu nagle przyszły Stany Zjednoczone Ameryki i w imię walki z narkomanią namówiły ówczesny rząd do zlikwidowania ogromnej większości plantacji zostawiając na lodzie setki tysięcy ludzi bez pracy i miliony bez ich ukochanych liści. Bo koka to nie tylko kolejny nałóg ale część tutejszej tożsamości i kultury. Towarzyszy mieszkańcom Boliwii jeszcze zanim dotarli tu hiszpańscy kolonizatorzy.

Kokę żuje się na co dzień i w czasie największych świąt. Sami widzieliśmy, gdy w poranek wielkanocny pod jednym z kościołów w Sucre grupa tubylców zajadała się, tzn. zażuwała się liśćmi koki. Górnicy w kopalniach srebrach w Potosi zanim zejdą pod ziemię spotykają się z kolegami z przodka nawet kilka godzin przed zejściem po ziemie aby wspólnie oddać się narodowemu nałogowi. Utarło się nawet powiedzenie, które możnaby przetłumaczyć „bez żucia nie ma kołaczy”.

Nic dziwnego, że gdy nagle zabrakło koki ludzie zaczęli protestować, organizowano strajki i pucze. Na szczęście boliwijski rząd poszedł po rozum do głowy i cofnął zakaz dzięki czemu także turyści z Polski mogą – choć przez chwilę poczuć się Boliwijczykami.

Koka zapobiega bólom głowy i poprawia samopoczucie, gdy niskie ciśnienie i rozrzedzone powietrze próbują odebrać Ci resztki sił.
Koka zapobiega bólom głowy i poprawia samopoczucie, gdy niskie ciśnienie i rozrzedzone powietrze próbują odebrać Ci resztki sił.

Kokę można pić (to jedna z lepszych herbat jakie piłem), można jeść lub żuć. Ten ostatni sposób jest najbardziej popularny. Dla zwiększenia doznań niektórzy robią coś w rodzaju małych pakietów z liści i lejii. Lejia to mieszanka popiołów i żywic, która pomaga wydobyć z liści ukryty w nich aromat a dodatkowo dająca słodki, lekko miętowy smak. Taki pakiet można żuć godzinami. Pychota.

Tak sobie myślę, że zamiast walczyć w Polsce o legalizację marihuany może warto by powołać „Ruch wolnej koki”? Z pewnością taka herbatka z koki wyszłaby nam bardziej na zdrowie niż skręt z marihuany.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s