Chrupiące insekty

Do degustacji wybraliśmy kilka koników polnych, larw drzewnych, szarańczy oraz owadów leśnych
Do degustacji wybraliśmy kilka koników polnych, larw drzewnych, szarańczy oraz owadów leśnych

Być w Tajlandii i nie spróbować tutejszych insektów to jak być w Paryżu i nie zobaczyć wieży Eiffla. Z tą różnicą, że do rozkoszowania się symbolem Francji nie zamyka się oczu.

Po kilku dniach mijania stoisk z insektami przyszła pora na męską decyzję. Dla dobra ludzkości trzeba spróbować lokalnego przysmaku – smażonych insektów. Do odważnych świat należy! Ponoć Tajlandczycy zajadają się nimi tak jak Anglicy zajadają się czipsami. Zresztą zarówno insekty jak i angielskie czipsy pełnią tę samą rolę – są świetna przegryzką, doskonale smakują popijane piwem i świetnie się je chrupie z nogami zadartymi wysoko do góry w czasie oglądania telenoweli. Oni to jedzą, to dlaczego my nie możemy?

Inicjację przeszliśmy na targu w Chonburi, niewielkiej miejscowości w pobliżu Bangkoku. Wybraliśmy najbardziej przyjazną panią na targu. Miała to być jedynie próba przełknięcia robaków, dlatego poprosiliśmy o kilka sztuk, tak na spróbowanie. Pani podała nam miseczkę i zachęciła do wybierania. Nieśmiało wyciągaliśmy kolejne okazy za czułki, za nóżki lub, gdy okaz nie posiadał ani jednego ani drugiego, za korpusik. Po kilku minutach przebierania podaliśmy miseczkę właścicielce stoiska. Na dnie tejże leżało jedynie kilka robaków. Pani spojrzała na nas z politowaniem i dołożyła jeszcze kilka garści wypełniając naczynie po brzegi. Miało być jedynie na spróbowanie – wyszła całkiem spora porcja.

Wybraliśmy kilka koników polnych, larw drzewnych, szarańczy oraz owadów leśnych. Przed podaniem pani odsmażyła specjały w woku, dorzuciła kilka zielonych liści bazylii, posypała tajskim pieprzem i skropiła sosem, którego nazwa w wolnym tłumaczeniu brzmi Złote Góry. Skasowała 25 bathów (newiele ponad 2 złote) i życzyła powodzenia. „Złote Góry” to będą jak skończymy naszą przekąskę.

Szczerze mówiąc, nie spieszyło nam się do domu. Błąkaliśmy się po ulicach Chonburi zastanawiając się, jak to będzie, gdy wreszcie wrzucimy zawartość woreczka na talerz. Cóż – chrupało się miło. Nie było w tym jednak niczego specjalnego oprócz faktu, że jadło się to co zazwyczaj omija się szerokim łukiem.

Ponoć w Tajlandii jest 41 jadalnych gatunków insektów. My zaliczyliśmy tylko 5 z nich. Jak na razie – wystarczy. Mamy jednak pewność, że w przypadku apokalipsy, gdy zabraknie wieprzowiny i kurczaków, rodzaj ludzki jakoś sobie poradzi.

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Chrupiące insekty

  1. Aga Sierpień 19, 2013 / 5:33 am

    Omg. obiad na was patrzył…:) świetny wpis z każdą linijka dostarczał mi mocnych emocji. tyczasem idę jakieś sniadanie zapodac. 😛

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s