Przerwa na kap kap kawę

Kap kap kawa z Wietnamu
Kap kap kawa z Wietnamu

Robimy sobie przerwę. Jedziemy do Dalat w Wietnamie. Po kilku tygodniach spędzonych w parnym i gorącym klimacie należy nam się chwila wytchnienia wysoko w górach.

W Azji południowo-wschodniej niewiele jest miejsc takich jak Dalat. Przez cały rok temperatura utrzymuje się tu w okolicach 25 stopni w ciągu dnia i 15 w nocy. Niebo jest nieskazitelnie błękitne, powietrze czyste i pachnące lasem. Prawie jak w Bieszczadach. Żyć, nie umierać.

Dalat wymyślili sobie francuscy kolonizatorzy, którzy ciężko znosili skwar i parną pogodę w Sajgonie. Na wysokości ok. 1500 mnpm wybudowali sobie alpejski kurort. Miasteczko szczęśliwie ocalało z wojennej zawieruchy i dziś można podziwiać tu wybudowane we francuskim stylu kamieniczki i wille tak, jak to było urządzone sto lat temu. Francuzi poszli nawet krok dalej i, żeby czuć się jak u siebie w domu, postawili sobie miniaturę wieży Eifella. Dziś, o ironio, pełni ona rolę nadajnika telefonii komórkowej.

Tak więc robimy sobie przerwę od tropików i paryskim zwyczajem idziemy do kawiarni. Z tą różnicą, że kawę przyrządzi nam wietnamski barista z ziaren, które rosną tuż za rogatkami miasta. Pić kawę w Dalat to jak pić sok malinowy w środku lata u babci na wsi. Dalat otoczone jest plantacjami kaw. Kręte drogi, które przecinają górskie pasma wiją się wzdłuż kawowych buszów. Nie są to może wysokogatunkowe kawowce, ale wcale nam to nie przeszkadza.

Nie przeszkadza nam też to, że azjatyckim zwyczajem wszędzie w Wietnamie musimy czekać na kawowe trunki. Nie jest to superszybka kawa, która po pięciu sekundach od naciśnięcia guzika wypluwana jest przez maszynę. Tu kawa ma czas na spokojne kapanie. Czasami trwa to nawet dłuższą chwilę. Dlatego też nazwaliśmy kawę w Wietnamie kap kap. Po przebudzeniu schodzimy na basen, nastawiamy kap kap kawę i idziemy pływać. Po kilku długościach basenu kawa jest gotowa i można wychodzić z wody.

Zmielone ziarna wsypuje się do metalowego sitka i zalewa gorącą wodą. Całość ustawia się na szklance. I czeka. Kap kap. Kawa jak w filmie na zwolnionych obrotach skapuje sobie powoli do naczynia. Kap kap. Hipnotycznie wpada do szklanki burząc już zebrany tam płyn. Korci, aby zaglądnąć do środka, ale kelnerzy krzywo się patrzą, gdy podnosimy wieczko. Wygląda to tak, jakby chcieli nam powiedzieć: dokąd to, dokąd; cierpliwości. Ci biali to w gorącej wodzie kąpani. Nie mają szacunku do czasu. Kap kap.

Aaa, zapomniałbym! Dla Wietnamczyków równie ważne jak kawa jest kondensowane mleko, które wlewane jest na dno szklanki. Bez tego dodatku tubylcy nie wyobrażają sobie czarnego naparu. Słodki ulepek nie przeszkadza, aby do szklanki wsypać jeszcze dwie łyżeczki cukru. Uwaga diabetycy! Żeby nie było, że nie mówiłem!

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Przerwa na kap kap kawę

  1. Pola Październik 15, 2013 / 4:27 pm

    Oj, przypomnieliście mi kawę z Laosu 🙂 akurat bez wersji kap kap, ale ze słodkim mlekiem – pyszne!

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s