Trzęsienie ziemi w Dziurze

Terramoto z Chile
Terramoto z Chile

To już druga jesień w tym roku. Ostatnią mieliśmy zaledwie kilka miesięcy temu w Chile. Gdy w Polsce przyroda budziła się do życia po drugiej stronie świata ta sama przyroda zaczęła się już złocić, temperatura powietrza z dnia na dzień spadała, a wieczory stawały się coraz bardziej chłodne. Chile w kwietniu wyglądało ni mniej ni więcej jak Polska dziś.

To były ostatnie dni w Ameryce Południowej. Przed nami był najdłuższy lot w życiu, skok do Nowej Zelandii. Zaczynał się w Santiago w poniedziałkowy wieczór, jego finał miał nastąpić dopiero w środę bladym świtem w Auckland. W Ameryce spędziliśmy przepiękne chwile, przejechaliśmy kilka tysięcy kilometrów, spotkaliśmy setki niezwykle przyjaznych ludzi. Pożegnanie nie mogło być zwykłe, musiało być z przytupem. „Zróbmy sobie trzęsienie ziemi i chodźmy do El Hoyo (z hiszpańskiego Dziura)” – zaproponował Antonio, nasz gospodarz w Santiago. El Hoyo to tradycyjne chilijskie bary, w których oprócz lokalnych dań serwują trunki z mniejszą lub większą zawartością alkoholu. To bardzo popularne miejsca wśród tubylców, za to zupełnie nie znane turystom. Mieliśmy szczęście znaleźć się tam i poczuć prawdziwe trzęsienie ziemi.

Antonio długo błądził po ciasnych uliczkami Santiago, aby doprowadzić nas do celu. El Hoyo przypominało trochę czeską piwiarnię. O dziwo, mimo poniedziałku, Dziura była szczelnie wypełniona klientami. Było głośno i rubasznie. Stoliki uginały się pod ciężarem jedzenia i trunków. Ludzie nie witali się tradycyjnym !Hola!, a pytaniem „Czy doświadczyłeś już dziś Trzęsienia ziemi?”. Mówiąc Trzęsienie ziemi  nie chodziło im o zjawisko tektoniczne, a o kultowy chilijski drink zwany Terremoto, czyli Trzęsienie ziemi właśnie.

Już sam skład Terremoto zwala z nóg. Nigdy bym nie pomyślał, aby do dzbanka wypełnionego winem dodać deser lodowy. A tak właśnie powstaje Trzęsienie ziemi. Wino nie jest może najwyższych lotów, ale nie o to w tym drinku chodzi. Bazą Terremoto jest tanie, lekko sfermentowane białe wino zwane Pipeño, wieńczy go spora porcja lodów ananasowych. Słodkawy napój jest dość zdradliwy. Pije się go tak przyjemnie, jak oranżadę, i trudno wyczuć moment, w którym dość wysokoprocentowe Pipeño zaczyna zwalać z nóg. Większość bywalców Dziury kończy swoją przygodę z Terremoto po jednym, litrowym dzbanku. Bardziej odważni zamawiając kolejny krzyczą do kelnera „Replica, por favor!” (Wstrząs wtórny, poproszę!).

I ja tam byłem; Terramoto piłem. Czy trzęsło? Niech to pozostanie moją słodką tajemnicą.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s