Nasi lemak i zgubione Kuala Lumpur

imageNasi lemak to tradycyjne śniadanie w Malezji
Nasi lemak to tradycyjne śniadanie w Malezji

Czy opowiadałem Wam już jak przegapiliśmy Kuala Lumpur i nieoczekiwanie wylądowaliśmy w środku lasu setki kilometrów od stolicy Malezji?

Trudno w to uwierzyć, ale to prawda. Jechaliśmy nocnym autobusem z Singapuru do Kuala Lumpur. Według naszych informacji autobus miał kończyć bieg właśnie tu, w jednym z największych miast Azji, znanym z najwyższego do niedawna budynku świata Petronas Twin Towers. Spaliśmy wygodnie, gdy autobus zatrzymywał się w kolejnych miastach. W pewnym momencie kierowca zakrzyczał „Kej El” i spora grupa tubylców wysiadła. Trochę nas to zaniepokoiło. Odsłoniliśmy firanki i zobaczyliśmy kawałek jakiegoś budynku i kilka zaspanych osób. „To nie może być Kuala Lumpur. To jakaś kolejna dziura.” – pomyśleliśmy i poszliśmy dalej spać. Po kilkudziesięciu minutach obudziliśmy się znowu. Autobus wspinał się w górach. Robiło się coraz chłodniej. „Coś tu nie gra. W tropikach, nawet w środku nocy temperatura nie spada poniżej 20 stopni. Tymczasem jest nie więcej niż 10.” – zauważyliśmy. Dzień świtał, a my, zamiast rozkoszować się widokiem wielkiego miasta, wjeżdżamy na szczyt góry w środku dzikiego lasu. Z każdą chwilą byliśmy coraz bardziej pewni, że przeoczyliśmy Kuala Lumpur i zostaliśmy wywiezieni w nieznane.

Po około godzinie autobus osiągnął szczyt. Zarówno w sensie dosłownym, jak i absurdalnym. No bo kto by się spodziewał takich dziwów w środku lasu?
Oto znaleźliśmy się w Genting Highlands, ogromnym kompleksie z luksusowymi hotelami i kasynami. Cały szczyt góry był wręcz ogolony z drzew. W zamian wybudowano futurystyczne budynki z kładkami, ścieżkami i fontannami oraz park rozrywki. Miejsce wyglądało na tajną enklawę wybudowaną daleko od ciekawskich oczu gawiedzi, tylko dla wtajemniczonych.
Była godzina 6 rano. Najbliższy autobus powrotny do Kuala odjeżdżał za kilka godzin. My byliśmy głodni, zmęczeni i źli. Co za ironia losu. Stres i złość zazwyczaj zajadamy, więc czym prędzej zaczęliśmy szukać restauracji.

Nie było to proste, bo większość o tej porze dopiero się zamykała, ale udało się znaleźć jedną, która serwowała typowe malezyjskie specjały. Wtedy też po raz pierwszy spróbowaliśmy Nasi lemak, dania tradycyjnie serwowanego w tej części świata na śniadanie.
Nasi lemak to taki trochę malezyjski odpowiednik English Breakfast. Jest zestawem różnych potraw. W wersji najbardziej klasycznej to ryż kokosowy, kurczak w sosie, różne rodzaje pikli, jajko na twardo, prażone orzeszki ziemne, świeży ogórek i chrupiące chipsy z rybek. Jak dla mnie, szczególnie te ostatnie, były dość odważne na początek dnia. Wtedy jednak zjedliśmy całe śniadanie ze smakiem. Tak bardzo byliśmy głodni.

Nasi lemak jedliśmy później jeszcze wiele razy, ale najbardziej smakowała nam ta pierwsza wersja. Dla tego śniadania warto było zabłądzić.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s